Całą scenerię spowijał mrok. Zatopione w nim były ściany, sufit, wszystko.
Dziewczyna poruszała się niepewnie, jej oczy przepełniał strach. Bała się, tak cholernie się bała. Przymknęła ocz, przełknęła ślinę i powtarzała wciąż w duchu "Wszystko będzie dobrze, jesteś dzielna, odważna. Dasz sobie radę.".
Jej kroki stały się pewniejsze, gdy nagle usłyszała głos. Głos był przerażający, jego ton, ostry jak brzytwa, przecinał powietrze.
-Jak śmiesz ty nędzna kreaturo? Jakim prawem wstąpiłaś do mego królestwa?!
Stała tam. Nie mogła się ruszyć. Każdy człon jej ciała odmawiał posłuszeństwa. Usłyszała kroki, szybkie i głośne. Zamknęła na chwilę oczy, a gdy je otworzyła zachłysnęła się powietrzem.
Kreatura, bo inaczej tego stworzenia nazwać nie można, była wysoka na 2 metry, a zamiast zwykłych oczu miała je na czółkach.
-Mów! Mów plugawa bestio!
Krzyk sprawił, że nieco się rozbudziła. Potrząsnęła głową, a z jej ust poczęły wydobywać się nieskładne słowa:
-Ja...Nie... nie tu... To nie
tak... Przecież... Jakim cudem?
-Zacznij mówić z sensem! Chyba, że wolisz bym dowiedział się przez tortury - w tym momencie słyszeć się dało jedynie gardłowy śmiech Karalucha, jak zaczęła go nazywać w myślach dziewczyna, a także głośne uderzenia serca Hasu.
Od tego śmiechu zakręciło jej się w głowie, a ostatnim co pamiętała była zimna posadzka pod jej plecami.
Kiedy otworzyła oczy widziała ciemność. Musiała kilka razy zamrugać, by odróżnić zarys niewielkiej szafki i łóżka, na którym się znajdowała. Po chwili ujrzała też drzwi z kratami, a do jej mózgu dotarła przerażająca myśl - to była cela, jej cela. Została więźniem tego potworngo Karalucha.
Nic wokół niej się nie działo, pokój wypełniony był głuchą ciszą. Hasu została ze swoimi myślami, które toczyły istną wojnę w jej głowie.
Myśli o sposobie ucieczki, o tym jak się tu znalazła, kim jest Karaluch wypełniały w jej głowę tworząc istne tonado.
Od natłoku myśli bolała ją głowa. Ból był tak nieznośny, że w końcu znalazła się w objęciach Morfeusza.
Znajdowała się w pomieszczeniu pełnym dziwnych przedmiotów, o których istnieniu nie miała pojęcia. Siedziała na kozetce, wśród tego wszystkiego.
Po chwili dotarło do niej do czego te przedmioty służą. Do tortur.
Skuliła się w kłębek podwijając nogi pod samą brodę. Gdy przyjrzała się tym igłom, łańcuchom i wszystkiemu co tylko się tam znajdowało, przez jej ciało przeszedł dreszcz.
Miała naprawdę złe przeczucia i modliła się w duchu by nie spełniły się.
Nagle do pomieszczenia wszedł Karaluch. Prowadził ze sobą matkę Hasu oraz jej siostrę. W momencie gdy wszedł, dziewczynę oplotły żelazne łańcuchy, uniemożliwiając jej wszystkie ruchy. Była skazana na tą kozetkę.
Oczy jej matki przepełnione były zmartwieniem o nią i jej siostrę. Z kolei twarz stojącej obok matki dziewczynki ukazywał ogromny lęk.
Po jej policzkach spłynęły pierwsze łzy; po chwili pojawiły się kolejne. Kiedy Karaluch popchnął jej matkę na łóżko pełne szpilek pojedyncze łzy zamieniły się w potok, a z jej gardła wydobył się krzyk.
Nie mogła; nie chciała widzieć tego cierpienia, bólu. Fakt, że zadawany był jej bliskim potęgował sprawę.
Gdy Karaluch zbliżył się do Feverelli, jej siostry otworzyła gwałtownie oczy...
Jak się okazało - to był sen. Zły, bardzo zły sen. Uspokoiła oddech głębokimi wdechami i zaczęła medytację dla uspokojenia myśli...
niedziela, 2 lutego 2014
wtorek, 19 marca 2013
Początek
Hej! Jestem Ania, mój nick to Alyss. Jest to imię pewnej dziewczyny z sagi którą kocham, ale to jest nieistotne. W tym poście przekażę wam ideę bloga i napiszę pierwsze opowiadanie żebyście mogli je ocenić.
Więc tak:
Więc pierwsze opowiadanie:
W ten pogodny dzień w cieniu drzewa siedziała pewna młoda dziewczyna. Zapatrzona była w karty swej książki i choć ludzie obok niej opalali się pijąc lemoniadę nie zwracała na nic uwagi. Jej długie blond włosy opadały na czerwone od słońca ramiona. W niebieskich oczach można było dostrzec wesołe ogniki. Czerwone usta poruszały się niemo gdy czytała. Na imię miała Hasu. Jej imię oznaczało "lotos" po japońsku.Dlaczego tak? To był ulubiony kwiat jej mamy.
W pewnej chwili odwróciła stronę. Okazało się, że już skończyła książkę. Widać było, że bardzo jej się podobała. Postanowiła, że rozprostuje kości i uda się na wędrówkę do pobliskiego lasu. W słońcu było 20 stopni Celsjusza, a w lesie jest zawsze chłodniej. Zabrała więc swoją torbę i udała się do wyznaczonego miejsca.
Weszła do lasu i zaczęła iść prosto przed siebie cicho nucąc piosenkę. [KLIK] Kopała po drodze kamyki i była bardzo wesoła. Cieszyła się, bo jej najlepsza przyjaciółka Natalie miała urodziny za tydzień, a ona została tam zaproszona.
Nagle niespodziewanie wyszła na polankę. Zrobiło jej się bardzo zimno, bo konary drzew zasłaniały całe niebo ponad polaną. Zaczęła się ciekawie rozglądać po drzewach, które ją otaczały. Nagle w mroku dojrzała coś lśniącego. Postanowiła sprawdzić co to takiego więc przybliżyła się. Dotknęła błyszczącego przedmiotu i znalazła się w okrągłym pomieszczeniu. Stała na podeście, na środku.
Nie była tam sama. Wokół niej chodziły jakieś małe stworzonka. Wyglądem przypominały krasnoludki, ale ich ręce płonęły i nie miały czapek.
Przerażona zaczęła się rozglądać. Znalazła drzwi, nad którymi wisiała duża tablica z napisem "Kraina Ignisu". Zastanawiała się o co w tym może chodzić, ale do niczego nie doszła. Nie wiedziała co ma zrobić. Nagle w jej głowie zaświtał pewien pomysł.
W torebce zawsze trzymała wodę, na wypadek gdyby była spragniona. Teraz zaczęła biec w kierunku drzwi lejąc wodę na prawo i lewo. Udało jej się bezpiecznie dopaść do upragnionego wyjścia więc przeszła do następnego pomieszczenia. Było tam zupełnie ciemno. Bała się okropnie. Nagle z mroku wychynęła jakaś postać...
Więc tak:
- Będę pisała opowiadania przygodowe lub romantyczne. :D Zależy co mi do głowy przyjdzie.
- Nie mam zamiaru tolerować nie wyjaśnionej krytyki. Komentarze takie jak " głupie " "idiotyczne" zostaną usunięte! Liczę na konstruktywną krytykę.
- Jestem tylko człowiekiem więc mogę popełniać błędy, ale to nie będzie celowe... i obiecuję, że dużo ich nie będzie.
Więc pierwsze opowiadanie:
W ten pogodny dzień w cieniu drzewa siedziała pewna młoda dziewczyna. Zapatrzona była w karty swej książki i choć ludzie obok niej opalali się pijąc lemoniadę nie zwracała na nic uwagi. Jej długie blond włosy opadały na czerwone od słońca ramiona. W niebieskich oczach można było dostrzec wesołe ogniki. Czerwone usta poruszały się niemo gdy czytała. Na imię miała Hasu. Jej imię oznaczało "lotos" po japońsku.Dlaczego tak? To był ulubiony kwiat jej mamy.
W pewnej chwili odwróciła stronę. Okazało się, że już skończyła książkę. Widać było, że bardzo jej się podobała. Postanowiła, że rozprostuje kości i uda się na wędrówkę do pobliskiego lasu. W słońcu było 20 stopni Celsjusza, a w lesie jest zawsze chłodniej. Zabrała więc swoją torbę i udała się do wyznaczonego miejsca.
Weszła do lasu i zaczęła iść prosto przed siebie cicho nucąc piosenkę. [KLIK] Kopała po drodze kamyki i była bardzo wesoła. Cieszyła się, bo jej najlepsza przyjaciółka Natalie miała urodziny za tydzień, a ona została tam zaproszona.
Nagle niespodziewanie wyszła na polankę. Zrobiło jej się bardzo zimno, bo konary drzew zasłaniały całe niebo ponad polaną. Zaczęła się ciekawie rozglądać po drzewach, które ją otaczały. Nagle w mroku dojrzała coś lśniącego. Postanowiła sprawdzić co to takiego więc przybliżyła się. Dotknęła błyszczącego przedmiotu i znalazła się w okrągłym pomieszczeniu. Stała na podeście, na środku.
Nie była tam sama. Wokół niej chodziły jakieś małe stworzonka. Wyglądem przypominały krasnoludki, ale ich ręce płonęły i nie miały czapek.
Przerażona zaczęła się rozglądać. Znalazła drzwi, nad którymi wisiała duża tablica z napisem "Kraina Ignisu". Zastanawiała się o co w tym może chodzić, ale do niczego nie doszła. Nie wiedziała co ma zrobić. Nagle w jej głowie zaświtał pewien pomysł.
W torebce zawsze trzymała wodę, na wypadek gdyby była spragniona. Teraz zaczęła biec w kierunku drzwi lejąc wodę na prawo i lewo. Udało jej się bezpiecznie dopaść do upragnionego wyjścia więc przeszła do następnego pomieszczenia. Było tam zupełnie ciemno. Bała się okropnie. Nagle z mroku wychynęła jakaś postać...
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)